Kiedy w końcu
wyszłyśmy z samolotu, zauważyłam stojącego przede mną
mężczyznę. Był opalony, miał na sobie ciemne okulary i niebieską
koszulę z krótkim rękawem, oraz dżinsy do kolan. Miał poważną
minę, raczej nie był zadowolony z tego, że tu jest.
-Susan,
poznaj Paula. –Powiedziała mama wskazując na owego mężczyznę.
Uśmiechnął się lekko i wyciągnął do mnie dłoń. Niepewnie na
niego spojrzałam i podałam mu swoją. Tak mocno ścisnął moją
rękę, że gdy tylko na nią spojrzałam, była cała czerwona i
piekła.
-Jak to się stało, że tu jesteście? Czy nie mieliście
być jeszcze trzy dni na Florydzie?
-Mieliśmy, ale okazało się,
że mają tam okropny klimat. Padało cały dzień, więc
zdecydowaliśmy, że wrócimy. Kiedy mieliśmy wychodzić z lotniska,
zobaczyłam Ciebie i krzyczałam, ale mnie nie usłyszałaś, więc
pobiegłam za Tobą. A może lepiej ty powiedz jak się tu znalazłaś?
–Powiedziała mama, już lekko karcącym głosem.
-No, bo…
Niall. –Odezwałam się cicho.
-Co on zrobił? –Paul odezwał
się po raz pierwszy.
-On… chciał mnie zgwałcić. Ale to parę
dni temu, a dzisiaj, kiedy mieliśmy iść na plażę przyszedł do
niego sms. Pomyślałam, że to wiadomość od Paula, więc
otworzyłam ją. Ale…to było od Toma, jednego z dwóch bandytów,
którzy chcą żeby Niall spłacił im dług, bo pożyczył parę
miesięcy temu na operację brata. Wcześniej Niall wytłumaczył mi,
że oni chcą tylko tych pieniędzy i obiecałam mu, że pomogę w
spłacie, choćbym miała pracować całe dnie, ale on napisał…
-Zalałam się łzami. Spojrzałam na mamę i Paula. Dopiero teraz
zauważyłam, że ten zdjął okulary i obydwoje patrzą się na mnie
z szeroko otwartymi oczami i niedowierzająco kiwają
głową.
-Spokojnie kochanie. Masz tu chusteczkę. –Powiedziała
mama i podała mi całe opakowanie. Kiedy wytarłam łzy, dokończyłam
–Dokładnie napisał „Fajna ta laska co z Tobą mieszka. Nie
chcesz nam jej przedstawić? Albo wiesz, co? Nie siłuj się z tym.
My sami po nią wpadniemy, tak za godzinę. Dasz nam ją, a my nie
będziemy chcieli spłaty długu. I rachunki wyrównane. A jeżeli
nie dasz… to pożałujesz.” Kiedy skończyłam cytowanie tego
okropnego sms-a z płaczem wtuliłam się w mamę. Zapadła cisza.
Mama głaskała mnie po włosach i chyba szepnęła coś do Paula.
Kiedy podniosłam głowę, już go nie było.
-Gdzie poszedł
Paul? –Zapytałam w końcu.
-Pojechał do domu. Porozmawia z
Niallem, a my w tym czasie przejedziemy się do miasta na małe
zakupy. Dobrze? –Powiedziała, ocierając moją łzę.
-Ok.
*Oczami
Nialla*
Co teraz? Skoro Susan przeczytała tego sms-a… Gdzie ona
do cholery pobiegła? Mogła poczekać, wyjaśniłbym jej, że i tak
nikomu bym jej nie dał… Nie przeżyłbym, gdyby jej spadł włos z
głowy, ja zawsze będę jej bronić! Ale co mi po takich wyznaniach,
skoro ona i tak tego nie wie?
Chwila… czy ja dobrze słyszę?
Warkot samochodu? O nie! To pewnie Tom i Marcus… Oni mnie
zabiją!
Szybko podbiegłem do tylnych drzwi, gotowy do ucieczki,
kiedy do domu wpadł mój tata. Uspokoiłem się już, chociaż serce
nadal mi waliło, bo domyślam się, dlaczego…
-Niall! –Krzyknął
nerwowo. Spojrzał na mnie ze złością i podszedł do mnie. –Co
ty do cholery wyprawiasz? Najpierw chcesz zgwałcić dziewczynę, a
potem, kiedy ona zaczyna ci ufać, chcesz ją sprzedać?
-Tato,
ja… -Miałem łzy w oczach. Donośny głos mojego ojca zawsze
budził we mnie strach.
-Nie chcę wytłumaczeń! Masz się stąd
wynieść! I to zanim wróci Grace i Susan!
-Tato! Ty chcesz,
żebym się wyniósł z domu? –Zapytałem z niedowierzaniem.
-Tak!
I to już! –Krzyknął mi prosto w twarz.
Ominąłem go szybko,
tak by nie zobaczył spływającej po moim policzku łzy i poszedłem
do mojego pokoju po bluzę. Nie potrzebuję nic więcej. I tak moje
życie już straciło sens. Kiedy zszedłem po schodach w dół,
ojciec już czekał przy otwartych drzwiach. Mijając go,
powiedziałem „Przepraszam” i wyszedłem na dwór. Drzwi tak
trzasnęły, że przestraszyłem się, że szyby wylecą, ale słysząc
jedynie ten trzask, z płaczem, szybkim krokiem ruszyłem przed
siebie.
*Oczami Susan*
W końcu wróciłyśmy do domu.
Cieszę się, że mama tak o mnie zadbała. Pojechałyśmy do H&M
i Croppa, gdzie dostałam buty, pięć bluzek, trzy pary szortów,
skarpetki, okulary przeciwsłoneczne, naszyjnik, sweter, sukienkę,
kolczyki i jakąś bieliznę. No cóż, raz się żyje, a to mama
zdecydowała się na taki wielki zakup. Kiedy dojechałyśmy do domu,
pierwsza wysiadłam z taksówki. Moja mama zapłaciła kierowcy i
jeszcze chwilę z nim rozmawiała. Kiedy zaopatrzona w trzy wielkie
siatki, ruszyłam w stronę bramy, usłyszałam trzask drzwi. Chwilę
później z domu szybkim krokiem wyszedł zapłakany Niall. Miał ze
sobą jedynie bluzę… czy to możliwe, że Paul wyrzucił go z
domu?
Przecież nie mógł tego zrobić, to jego syn! A zresztą,
Niallowi grozi niebezpieczeństwo! Marcus i Tom na pewno będą go
śledzić i mogą go pobić, a może nawet zabić! O nie!
Kiedy ta
straszna myśl do mnie dotarła, rzuciłam na ziemię wszystkie
reklamówki, po czym pobiegłam w stronę domu.
wtorek, 16 lipca 2013
poniedziałek, 8 lipca 2013
cz.6
No nareszcie
się udało! ^^
Tutaj macie kolejny rozdział, który napisałam z moją przyjaciółką, Amandą i dlatego powinno być co najmniej DOBRZE :3
___________________________________________________________________________
Wybiegłam z domu. Słyszałam, że niebieskooki nerwowo otworzył drzwi od łazienki i pobiegł do swojego pokoju, sprawdzić, co się stało.
-Więc mam chwilę. –Pomyślałam. Nie znam dobrze okolic, ale, gdy kiedyś szliśmy z Niallem plażą, zauważyłam przystanek wśród drzew. Ruszyłam przed siebie. Biegłam truchtem, tą drogą, którą kiedyś szłam z Niallem, trzymając się za ręce. Byłam wtedy szczęśliwa. Z chłopakiem, którego kocham. Niestety. Pomyślałam, że z naszej historii można by napisać niezłą książkę. A najbardziej dziwi mnie zmiana zachowań Nialla. Może on nie umie inaczej? Dziwne to wszystko. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam płakać. Zwolniłam tempo, otarłam łzy. Upewniłam, się, że Niall za mną nie biegnie i przystanęłam. Usiadłam na piasku i przesiewałam go z ręki, do ręki. Stopy zakopałam w ciepłym piasku i nasłuchiwałam krzyku mew. Czy one mają lepsze życie? No, nie wiem. Też, zawsze kiedy, wszystko się układa, kiedy dostają jakąś rybę do zjedzenia, przylatują inne mewy i zjadają wszystko. Z myśli odciągnęło mnie dziecko przebiegające przede mną. Mały, szczęśliwy brunet z zabawnymi loczkami. Miał duże, zielone oczy i dołeczki. Słodko wyglądał. Za nim, biegła jak przypuszczam, jego mama. Śmiała się i wołała „Harry! Wracaj!”. Kiedy w końcu go dogoniła, podniosła go do góry, przytuliła i pocałowała w policzek. Czy ja nie mogę mieć takiej szczęśliwej rodziny? Czy kiedyś mi się to uda? Niby mam dopiero 19 lat, ale jak dotąd szczęście mi nie sprzyja. Licząc na lepszą przyszłość, podniosłam się, otrzepałam z piasku i ruszyłam, w stronę przystanku. Na szczęście, doszłam bez problemów, bo mam dobrą pamięć. Po paru minutach nadjechał jakiś autobus. Zdążyłam zauważyć, że ma nr. 13, ale i tak nic mi to nie mówiło. Wsiadłam. Jechaliśmy długo, chyba przez 15 minut, aż dojechaliśmy do następnego przystanku. Wysiadłam, ponieważ zauważyłam kontrolera, a ja przecież nie mam biletów. Ludzie, którzy również wtedy wyszli z autobusu szli w stronę jakiegoś placu, więc aby nie odstawać, wmieszałam się w tłum. Szliśmy dosyć długo, nawet zaczęłam się rozglądać, czy tylko ja jestem już zmęczona, ale wszyscy kroczyli z kamiennymi twarzami, co mnie nawet trochę rozśmieszyło. W pewnym momencie doszliśmy do miejsca, gdzie nie rosły już żadne drzewa, i było strasznie głośno. Zanim zorientowałam się, gdzie jestem, zobaczyłam wznoszący się przede mną samolot. Bez wahania, przekroczyłam próg, drzwi z napisem „Lotnisko im. Liama Payne”. W środku bramki były już otwarte, więc bez zastanowienia przeszłam przez nie. Nagle przypomniałam sobie, że nie mam biletu, więc schowałam się za muskularnym mężczyznom idącym w stronę poczekalni przed odlotem. Na szczęście jestem dosyć drobna, więc kontrolerzy mnie nie zauważyli. Kiedy z głośników wydobył się głos, oświadczający, że samolot zaraz startuje, zajęłam miejsce za dużą torbą jakiejś studentki i zamknęłam oczy. Chciałam przemyśleć wszystko co się ostatnio stało, ale nagle usłyszałam głos wymawiający moje imię. Taki ciepły, delikatny… Mama! Zaczęłam się rozglądać i zauważyłam idącą w moją stronę rodzicielkę. Miała zdziwioną, ale zarazem szczęśliwą minę.
-Dziecko, co ty tu robisz? –Zapytała troskliwie.
-Mamo, ja… -Rozpłakałam się.
Przytuliła mnie i prowadziła w stronę wyjścia. Czułam ciekawski wzrok wszystkich pasażerów, ale nie obchodziło mnie to. Cieszyłam się, że w tej chwili byłam z mamą.
Tutaj macie kolejny rozdział, który napisałam z moją przyjaciółką, Amandą i dlatego powinno być co najmniej DOBRZE :3
___________________________________________________________________________
Wybiegłam z domu. Słyszałam, że niebieskooki nerwowo otworzył drzwi od łazienki i pobiegł do swojego pokoju, sprawdzić, co się stało.
-Więc mam chwilę. –Pomyślałam. Nie znam dobrze okolic, ale, gdy kiedyś szliśmy z Niallem plażą, zauważyłam przystanek wśród drzew. Ruszyłam przed siebie. Biegłam truchtem, tą drogą, którą kiedyś szłam z Niallem, trzymając się za ręce. Byłam wtedy szczęśliwa. Z chłopakiem, którego kocham. Niestety. Pomyślałam, że z naszej historii można by napisać niezłą książkę. A najbardziej dziwi mnie zmiana zachowań Nialla. Może on nie umie inaczej? Dziwne to wszystko. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam płakać. Zwolniłam tempo, otarłam łzy. Upewniłam, się, że Niall za mną nie biegnie i przystanęłam. Usiadłam na piasku i przesiewałam go z ręki, do ręki. Stopy zakopałam w ciepłym piasku i nasłuchiwałam krzyku mew. Czy one mają lepsze życie? No, nie wiem. Też, zawsze kiedy, wszystko się układa, kiedy dostają jakąś rybę do zjedzenia, przylatują inne mewy i zjadają wszystko. Z myśli odciągnęło mnie dziecko przebiegające przede mną. Mały, szczęśliwy brunet z zabawnymi loczkami. Miał duże, zielone oczy i dołeczki. Słodko wyglądał. Za nim, biegła jak przypuszczam, jego mama. Śmiała się i wołała „Harry! Wracaj!”. Kiedy w końcu go dogoniła, podniosła go do góry, przytuliła i pocałowała w policzek. Czy ja nie mogę mieć takiej szczęśliwej rodziny? Czy kiedyś mi się to uda? Niby mam dopiero 19 lat, ale jak dotąd szczęście mi nie sprzyja. Licząc na lepszą przyszłość, podniosłam się, otrzepałam z piasku i ruszyłam, w stronę przystanku. Na szczęście, doszłam bez problemów, bo mam dobrą pamięć. Po paru minutach nadjechał jakiś autobus. Zdążyłam zauważyć, że ma nr. 13, ale i tak nic mi to nie mówiło. Wsiadłam. Jechaliśmy długo, chyba przez 15 minut, aż dojechaliśmy do następnego przystanku. Wysiadłam, ponieważ zauważyłam kontrolera, a ja przecież nie mam biletów. Ludzie, którzy również wtedy wyszli z autobusu szli w stronę jakiegoś placu, więc aby nie odstawać, wmieszałam się w tłum. Szliśmy dosyć długo, nawet zaczęłam się rozglądać, czy tylko ja jestem już zmęczona, ale wszyscy kroczyli z kamiennymi twarzami, co mnie nawet trochę rozśmieszyło. W pewnym momencie doszliśmy do miejsca, gdzie nie rosły już żadne drzewa, i było strasznie głośno. Zanim zorientowałam się, gdzie jestem, zobaczyłam wznoszący się przede mną samolot. Bez wahania, przekroczyłam próg, drzwi z napisem „Lotnisko im. Liama Payne”. W środku bramki były już otwarte, więc bez zastanowienia przeszłam przez nie. Nagle przypomniałam sobie, że nie mam biletu, więc schowałam się za muskularnym mężczyznom idącym w stronę poczekalni przed odlotem. Na szczęście jestem dosyć drobna, więc kontrolerzy mnie nie zauważyli. Kiedy z głośników wydobył się głos, oświadczający, że samolot zaraz startuje, zajęłam miejsce za dużą torbą jakiejś studentki i zamknęłam oczy. Chciałam przemyśleć wszystko co się ostatnio stało, ale nagle usłyszałam głos wymawiający moje imię. Taki ciepły, delikatny… Mama! Zaczęłam się rozglądać i zauważyłam idącą w moją stronę rodzicielkę. Miała zdziwioną, ale zarazem szczęśliwą minę.
-Dziecko, co ty tu robisz? –Zapytała troskliwie.
-Mamo, ja… -Rozpłakałam się.
Przytuliła mnie i prowadziła w stronę wyjścia. Czułam ciekawski wzrok wszystkich pasażerów, ale nie obchodziło mnie to. Cieszyłam się, że w tej chwili byłam z mamą.
poniedziałek, 1 lipca 2013
cz. 5
Zdenerwowana wpadłam
do pokoju. Zmieszany Niall odwrócił się do mnie i powiedział do
telefonu:
Sorki, że taki krótki, ale jakoś nie miałam weny ;c
Ale obiecuję, że kolejny będzie dłuższy i lepszy ^^
-Oddzwonię.
Kiedy
odłożył telefon, cały czas stałam naprzeciwko niego bez słowa.
-Niall?
Co się dzieje? –Spytałam cicho, powstrzymując łzy.
Chwilę
wahał się, co powiedzieć, aż w końcu podszedł do mnie, złapał
mnie za rękę i powiedział:
-Nic
się nie stało. Jesteś bezpieczna.
-A
ty? Co ten facet od Ciebie chce?
-Nieważne.
Poczułam,
jak łza spłynęła po moim policzku.
-Powiedz
mi prawdę.
Blondyn
otarł moją łzę i przytulił mnie. Kiedy to zrobił, rozkleiłam
się. Podłoga była już mokra.
-Niall
błagam Cię! Coś ci grozi? –Zawołałam ze szlochem.
-Nie
mogę. –Poparzył się na podłogę.
Już
chciałam wyjść z pokoju, kiedy zaczął mówić:
-Parę miesięcy mój brat miał poważne problemy ze zdrowiem. Leczenie kosztowało strasznie dużo, a my nie mieliśmy takiej sumy. Nikt nie chciał pożyczyć mi pieniędzy. Nagle oni, Marcus i Tom zaproponowali mi pożyczkę. Nie znałem ich, ale zgodziłem się, ponieważ pieniądze były w tym momencie dla mnie najważniejsze. Ich warunkiem było comiesięczna spłata długu w kwocie 100 dolarów i spełnianie ich zachcianek przez dwa lata. Niestety wtedy jakoś o tym nie myślałem. Po prostu wziąłem kasę. Ostatnio zadzwonili do mnie i powiedzieli, że mam spłacić dług, bo mnie zabiją. Ale wczoraj…
-Parę miesięcy mój brat miał poważne problemy ze zdrowiem. Leczenie kosztowało strasznie dużo, a my nie mieliśmy takiej sumy. Nikt nie chciał pożyczyć mi pieniędzy. Nagle oni, Marcus i Tom zaproponowali mi pożyczkę. Nie znałem ich, ale zgodziłem się, ponieważ pieniądze były w tym momencie dla mnie najważniejsze. Ich warunkiem było comiesięczna spłata długu w kwocie 100 dolarów i spełnianie ich zachcianek przez dwa lata. Niestety wtedy jakoś o tym nie myślałem. Po prostu wziąłem kasę. Ostatnio zadzwonili do mnie i powiedzieli, że mam spłacić dług, bo mnie zabiją. Ale wczoraj…
-Oni
ci grożą, a ty mówisz, że to nic? Że nic Ci nie grozi?-
Przerwałam mu. –I co teraz?
Nie
odpowiedział mi. Przycisnął mnie do siebie i powiedział, że
będzie dobrze. Jakoś nie chciałam mu wierzyć.
-Ja
ci pomogę. Razem spłacimy ten dług. A zresztą, nasi rodzice są
bogaci. Czemu oni nie mogą zapłacić? –Spytałam
zdziwiona.
-Wiesz… mój ojciec jest bardzo zasadniczy, twardy itd. Jeżeli dowiedziałby się, że pożyczyłem pieniądze od jakichś typków, których nawet nie znałem, wkurzy się i nie wiadomo co może zrobić.
-Wiesz… mój ojciec jest bardzo zasadniczy, twardy itd. Jeżeli dowiedziałby się, że pożyczyłem pieniądze od jakichś typków, których nawet nie znałem, wkurzy się i nie wiadomo co może zrobić.
-Ojeju…
No dobrze, to jakoś sobie razem poradzimy. –Powiedziałam i dałam
blondynowi całusa.
-Teraz
o tym nie myśl, dobra? Poczekaj tu, ja pójdę się załatwić i
zaraz przyjdę. -Przytaknęłam.
Kiedy
Niall wyszedł z pokoju, otarłam łzy i usiadłam na łóżku. Nagle
przyszła do niego wiadomość. Pomyślałam, że to znowu jego tata,
więc chwyciłam komórkę i kliknęłam: „Otwórz”. Ku mojemu
zdziwieniu, wiadomość była od „Toma”. Czy to nie ten, który
grozi Niallowi? Nerwowo zaczęłam czytać. To, co tam było napisane
wstrząsnęło mną, niż cokolwiek wcześniej. Komórka wypadła z
mojej ręki, a ja nie zważając na nią wzięłam bluzę, zbiegłam
na dół i wybiegłam z domu, zostawiając za sobą otwarte drzwi.
Sorki, że taki krótki, ale jakoś nie miałam weny ;c
Ale obiecuję, że kolejny będzie dłuższy i lepszy ^^
wtorek, 25 czerwca 2013
cz. 4
Ten
rozdział chciałabym zadedykować Amandzie i Kindze, moim kochanym
czytelniczkom <3
____________________________________________
Obudziłam się w
jasnym pomieszczeniu. Poznałam, że to pokój Nialla. On, siedział
na krześle koło łóżka. Był do mnie odwrócony plecami.
Usłyszałam jak pociąga nosem. Płakał. Cicho przesunęłam się
do niego, nie chciałam, żeby mnie zobaczył. Położyłam dłoń na
jego plecach i powoli przesunęłam ją po szyi. On odwrócił się
zaskoczony. Wyglądał okropnie. Widać, całą noc siedział koło
mnie. Oczy miał całe czerwone, spuchnięte od płaczu. Jego twarz
była tak blada, jak ściana, która się za nim znajdowała.
-Obudziłaś
się? Jeju, nareszcie. –Głos coraz bardziej mu się trząsł.
-Niall.
Obiecaj mi, że już nigdy tego nie zrobisz. –Powiedziałam z
powagą, łapiąc go za rękę.
Popatrzyliśmy
się sobie w oczy. On w moje zielone, ja w jego niebieskie.
-Kocham
zielone oczy u dziewczyn. –Powiedział, po czym kącik jego ust się
podniósł.
Gdy
to powiedział, stwierdziłam, że jednak coś do niego czuję.
Możliwe, że to zakochanie, tylko, czemu będąc z poprzednimi
chłopakami tego nie czułam? Patrząc na niego, mam motylki w
brzuchu, a oni… nie wzbudzali we mnie jakiś emocji.
-Przebaczysz
mi? –Widać, że był zmartwiony.
-Pewnie.
–Powiedziałam, po czym założyłam mu ręce na szyję, dając
znak, że chce żeby się do mnie przybliżył. Nasze twarze powoli
się przybliżyły. Zamknęłam oczy i nasze wargi się zetknęły.
Znowu takie ciepłe, lecz słone od łez. Nie chciałam tego czuć,
więc odkleiłam się od niego, otworzyłam oczy i zobaczyłam jego
zdziwioną minę. Powoli wysunęłam język i zaczęłam lizać jego
usta. Nialla to rozbawiło. Kiedy skończyłam, objął mnie. Czułam
się wtedy bezpiecznie. Jego umięśnione ręce były dla mnie
osłoną.
-I
właśnie takiego Ciebie kocham. –Powiedziałam.
-Poważnie?
–Nie wierzył.
-Poważnie.
–Uśmiechnęłam się.
-Udowodnij.
Pocałowałam
go. Tak bardzo lubiłam to robić.
-Teraz
ci wierzę.
-A
ty? –Spytałam udając smutną.
-Co
ja?
-Kochasz
mnie?
-Muszę
się zastanowić. –Powiedział zgryźliwie.
-Niall!
–Dałam mu kuksańca.
-Pewnie,
że Cię kocham księżniczko.
Uśmiechnęłam
się. Lubiłam, gdy nazywał mnie księżniczką. Czułam się taka
wyjątkowa.
-Susan.
Możesz mi coś obiecać?
-A,
co?
-Nigdy
się ode mnie nie odwracaj. Nigdy.
Zrobiło
mi się go żal. Właśnie zrozumiałam, co on przeżywał, czekając,
aż otworzę oczy. Kiwnęłam głową.
-Jest
mi coś? –Zapytałam, ponieważ nie byłam pewna, czy nie mam
jakiegoś urazu po uderzeniu.
-Nie.
Kiedy się przewróciłaś, zabrałem Cię do szpitala. Lekarze dali
ci jakiś lek i powiedzieli, że jak będę się Tobą opiekował, to
nie ma powodu do zmartwień.
-No
to cieszę się, że trafiłam właśnie na Ciebie. -Uśmiechnęłam
się i pocałowałam go w czoło.
Siedzieliśmy
tak chwilę w ciszy, gdy nagle (sama nie wiem, czemu) powiedziałam:
-Połóż
się koło mnie.
Niall
bez słowa to wykonał.
-Nie
jest ci gorąco w tej bluzie? –Zapytałam, gdyż był upał, a
blondyn ubrany był w grubą bluzę.
-Trochę.
Kiedy
to powiedział, zdjęłam mu ją. Moim oczom znów okazały się jego
cudowne mięśnie, przykryte jedynie cienką, szarą koszulką.
Nie
mogłam się opanować. Kazałam Niallowi podnieść ręce do góry,
a gdy to zrobił przełożyłam przez nie bluzkę.
Teraz
leżał koło mnie jedynie w spodniach do kolan. Złapałam go za
mięśnie i powiedziałam:
-Imponujące.
Blondyn
uśmiechnął się.
Dotknęłam
jego klatki. Taka miękka, delikatna. Zaczęłam ją całować. Niall
przysunął mnie do siebie i powiedział:
-Jesteś pewna, że chcesz to zrobić?
-Jesteś pewna, że chcesz to zrobić?
Popatrzyłam
na niego. Wiedziałam, że on pragnął tego od długiego czasu, ale
nie chciał mnie skrzywdzić.
-Tak.
–Powiedziałam, po czym zaczęliśmy się całować.
Poczułam
jak wkłada ręce pod moją- a w zasadzie- jego koszulkę.
Nie
przeszkadzało mi to. Rozpiął mi stanik. Włożyłam ręce w jego
włosy i przeczesałam je palcami. Czułam, jak Niallowi bije serce.
-Chyba
ktoś tu jest nie fair? –Powiedział blondyn, kiedy próbowałam
zdjąć mu spodnie.
Zachichotałam.
-No
dobrze, to zrób tak, żeby było sprawiedliwie. –Powiedziałam z
uśmiechem.
Niebieskooki
zdjął mi bluzkę i zrzucił rozpięty już stanik.
-Teraz
już ok? –Zapytałam, gdy obydwoje zostaliśmy w spodniach.
-Wydaje
mi się, że tak. –Powiedział, gładząc mnie po piersiach.
Niall
momentalnie przerzucił mnie na siebie. Teraz leżałam na nim.
Pocałowaliśmy
się, po czym zanurzyłam ręce pod kołdrę i rozpięłam jego
rozporek. On w tym czasie zrobił to samo. Po chwili, spodnie leżały
już na ziemi. Niall położył mnie na łóżku i tym razem, to on
leżał na mnie. Czułam ciężar jego ciała. To jak oddycha. Jak
bije mu serce. Nachylił się i zębami pociągnął za moje majtki.
Zrobiłam to samo. To… to co dalej się działo, było nie do
opisania. Niall starał się robić wszystko delikatnie, tak by nic
mnie nie bolało. Wydawałam z siebie lekkie dźwięki rozkoszy.
Wiedziałam, że to go motywuje. Kiedy skończył, opadł koło mnie.
Z jego czoła leciał pot, zresztą ja też nie czułam się sucha.
Leżeliśmy tak jeszcze trochę i kiedy Niall chciał się podnieść,
złapałam go za szyję i powiedziałam:
-Jeszcze
jedno. Zrób, tak by wszyscy wiedzieli, że jestem Twoja.
Niall
uśmiechnął się do mnie i pocałował moją szyję. Kiedy zaczął
ją gryźć, chciałam powiedzieć, żeby przestał, ale uświadomiłam
sobie, że sama go o to prosiłam.
W
pewnym momencie tak się zassał, że pisnęłam cicho, ale blondyn
nie przestawał.
-Gotowe.
–Powiedział.
Uśmiechnęłam
się i pogładziłam bolące miejsce.
-Idę
na plażę. Ochłodzę się i popływam. Idziesz ze mną?
–Zaproponował blondyn.
-Dobra.
–Powiedziałam, po czym wstałam z łóżka, wzięłam rzeczy i
poszłam do mojego pokoju po strój kąpielowy.
Kiedy
byłam już gotowa, związałam włosy w koka i poszłam do pokoju
Nialla. Usłyszałam, że blondyn rozmawia przez telefon.
Ktoś
po drugiej stronie telefonu krzyczał:
-Zabiję
Cię, gówniarzu!
sobota, 22 czerwca 2013
Cz.3
Kiedy się obudziłam,
było słonecznie i ciepło. Cały czas byłam wtulona w Nialla.
Spojrzałam na niego- jeszcze spał. Powoli i cicho wstałam z łóżka
i ubrałam kapcie. W tym momencie do blondyna przyszedł sms. Wiem,
że nie powinnam czytać jego wiadomości, ale byłam strasznie
ciekawa. Była od Paula, jego taty:
„Hej
synku, już wstałeś? Pewnie nie :D W każdym razie chciałem ci
przekazać, że Grace wygrała bilet na dwuosobową wycieczkę na
Florydę. Wyjechaliśmy dzisiaj, wrócimy za jakieś cztery- pięć
dni.
P.S.
Grace pyta się, jak tam Twoje relacje z Susan?
No
tak typowa mama. Odpisałam „dobrze” i odłożyłam telefon.
Będę
tyle czasu sama z Niallem… no, mam nadzieję, że nic się nie
stanie.
Ubrałam
szlafrok i poszłam do kuchni. Chciałam zrobić Niallowi śniadanie
do łóżka, więc wyjęłam twaróg, rzodkiewkę, chleb, ogórki,
pomidory, szynkę, ser. Wszystkiego po trochu. Zrobiłam też
herbatę. Kiedy wszystko już było gotowe, ustawiłam na tacce
talerz z twarogiem z rzodkiewką, chlebem z szynką i pomidorem, oraz
serem i ogórkiem. Do tego herbata z cytryną.
Wzięłam
śniadanie i zaczęłam przeskakiwać przez szkło, którego wczoraj
nie posprzątaliśmy. Powoli weszłam po schodach i skierowałam się
do pokoju blondyna.
Kiedy
weszłam, odstawiłam tackę na stolik nocny i pocałowałam Nialla w
policzek. Chciałam, żeby miał miłą pobudkę. Po chwili otworzył
oczy, spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Klęcząc nad nim
powiedziałam:
-Dzień
dobry!
Uśmiechnęłam
się i położyłam naprzeciwko niego. Nie wiem, co się ze mną
dzieje. Jeszcze wczoraj się go bałam, a od wieczora chyba jestem
zakochana. Patrzyliśmy się sobie w oczy. Nie wiem, czy to one tak
na mnie działają. Przybliżyłam się do niego i pocałowałam. Nie
wiem, czemu. Ale wcale nie żałuję. Jego ciepłe, miękkie usta
odwzajemniły pocałunek. Zamknęłam oczy i kiedy skończyliśmy się
całować, przytuliłam się do niego.
-Śniadanie
do łóżka i jeszcze taka niespodzianka… Dzięki Tobie ten dzień
będzie udany! –Powiedział.
Po
chwili usiedliśmy, ja podałam blondynowi tacę z jedzeniem i
powiedziałam:
-Smacznego!
Kiedy
jadł, patrzył na mnie, a ja na niego. Takie to było słodkie.
-Ale
jesteś żarłokiem! –Zaśmiałam się.
-Mam
nadzieję, że lubisz takich? –Uśmiechnął się.
-Uwielbiam!
–Powiedziałam, nabrałam na palec trochę twarogu i rozmazałam mu
na twarzy.
-Ejj!
Teraz chyba będę musiał się odegrać, coo? –Powiedział ze
śmiechem. Również nabrał twarogu i już miał mi go rozsmarować,
kiedy nagle zabrał palec sprzed mojego nosa i dał buziaka.
-Słodki
jesteś.
-Ty
też księżniczko.
Kiedy
skończyliśmy „jedzenie” śniadania, powiedziałam:
-Widziałeś
sms’a od Twojego taty?
-Nie
miałem, kiedy.
-No,
tak. Głupia jestem.
-Wcale
nie!
-Mniejsza
z tym. Napisał, że moja mama wygrała bilet na 4- dniową wycieczkę
na Florydę i wrócą za cztery- pięć dni. No i pytała się, czy
udało nam się zakumplować.
-Nawet
bardziej niż myślą! –Powiedział i obydwoje zaczęliśmy się
śmiać. –Hej, hej. To znaczy, że mamy cztery dni dla siebie?
-No
tak.
-No
to musimy dobrze je zagospodarować!
Powiedział,
po czym zaczął rozpinać moją górną część stroju kąpielowego.
-Niall…
-Słucham?
–Spytał niewinnie.
-Nie
rób tego.
W
tym momencie udało mu się rozpiąć stanik.
-Czemu?
-Bo
nie. Jeszcze nie teraz. –Zaczęłam go zapinać.
-Daj
spokój… -Przesunął moje ręce i zdjął mi stanik. Byłam
odwrócona do niego tyłem, więc nic nie widział.
-Niall!
–Krzyknęłam, zabrałam mój stanik i zaczęłam go zakładać.
-Nie.
Nie teraz. Muszę to zrobić. –Powiedział, po czym odwrócił mnie
w swoją stronę, a sam rozłożył nogi pomiędzy moje biodra, co
uniemożliwiało mi ucieczkę.
-Zostaw
mnie! Nie zaczynaj znowu! Niall, co się z Tobą dzieje?
-Pragnę
Cię. –Powiedział, po czym zaczął gładzić moje piersi.
-Zostaw!
-Próbowałam przesunąć jego rękę, ale on przytrzymał moje ręce
swoimi, nachylił się i zaczął lizać moje piersi. Kiedy już
skończył, puścił moje ręce i zniżył się do brzucha. Zaczął
go całować.
-Puść
mnie! Pomocy!
-Tutaj
nikt Cię nie usłyszy. –Powiedział, po czym wrócił do
przerwanego zajęcia.
Spanikowałam.
Znowu zaczęłam się go bać, a serce biło mi jak nigdy.
Kiedy
już chciał zdjąć mi majtki, szybkim ruchem zrzuciłam go z siebie
i wybiegłam z pokoju. Chciałam wybiec z domu, ale, że miałam na
sobie tylko majtki, wbiegłam do łazienki. Szybko zamknęłam drzwi,
ponieważ słyszałam, że Niall biegnie za mną.
-Otwórz
te drzwi suko! –Krzyczał i walił w nie pięściami.
Zaczęłam
płakać. Tak strasznie się bałam. Po co ja w ogóle tu
przyjechałam? Miałam spędzić czas z mamą, a tym czasem, zostawia
mnie na pół tygodnia z jakimś zboczeńcem. Mogłam nie wyjeżdżać
z Polski. Tam jest mój dom. Po 10 minutach płaczu, uspokoiłam się
i mimo tego, że Niall cały czas walił w drzwi, wstałam i
podeszłam do lustra. Miałam poszarpane włosy, rozmazany makijaż.
Wyglądałam okropnie. Rozglądnęłam się, czy jest tu coś, co
mogłabym na siebie ubrać i kiedy zauważyłam na pralce koszulkę
Nialla, szybkim ruchem zarzuciłam ją na siebie. Teraz brakuje mi
jeszcze spodni… W tym momencie zauważyłam na podłodze moje
spodnie z wczoraj. Widocznie, wypadły mi, kiedy wychodziłam z
łazienki. Ubrałam je i zastanowiłam się, co teraz zrobić.
Walenie w drzwi nie ustawało, wręcz odwrotnie. Cały czas słyszałam
przekleństwa rzucane w moją stronę. Miałam wrażenie, że Niall
zaraz wyważy te drzwi.
Zauważyłam
okno. W zasadzie nie jest wysoko, więc czemu nie. Podbiegłam do
niego, przecisnęłam się, tak, że siedziałam na ramie, a nogi
wisiały mi w dole. W tym momencie blondyn wtargnął do łazienki.
Szybko skoczyłam i gdy wylądowałam, nie obracając się, zaczęłam
biec w stronę lasu. Wiedziałam, że on za mnie biegnie. Nogi
strasznie mnie bolały, wpadłam w pokrzywy i cały czas obcierałam
się o krzaki i gałęzie. Nie mogłam dalej biec. Odwróciłam się,
a widząc, że Niall jest już parę metrów ode mnie, ponownie
zaczęłam uciekać. Niestety, nie zauważyłam wystającego z ziemi
konaru drzewa. Potknęłam się o niego i uderzyłam głową w
kamień. Zaczęła mnie strasznie boleć. Nie wstałam. Leżałam na
ziemi i słuchałam przyciszającego się głosu, który do mnie
mówił:
-O
Boże. Co ja ci zrobiłem… Susan? Żyjesz?
Potem
widziałam tylko mroczki przed oczami, po czym je zamknęłam…
sobota, 15 czerwca 2013
Cz. 2
-Hej, co ty robisz?
–Spytałam, gdy jego usta były już parę centymetrów od moich.
-Wiem,
że ty też tego chcesz. -Powiedział gładząc moją nogę.
-Dopiero,
co się poznaliśmy!- Wstałam z kanapy i ze złością popatrzyłam
na Nialla.
-Ale
ja nie mogę się opanować. Musisz być moja. –Wstał, przybliżył
się do mnie i złapał mnie za biodra.
-Ty
jesteś jakiś psychiczny? Poznaliśmy się niecałe dwadzieścia
minut temu, a ty już chcesz mnie całować?
-Jeżeli
chcesz, to może być coś więcej. –Powiedział, łapiąc mnie za
rękę.
-Odwal
się! –Krzyknęłam i próbowałam się wyrwać, ale Niall trzymał
mnie za mocno. –Puść mnie!
-Będziesz
tego żałować. Jeszcze przyjdziesz do mnie na kolanach. –Powiedział
i puścił moją rękę.
Kiedy
na nią spojrzałam, zobaczyłam, że mam tam czerwony ślad.
Pobiegłam
na schody. Kiedy dotarłam na górę, zaczęłam szukać mojego
pokoju, a nie było to łatwe, bo było tam z siedem drzwi, z czego
jedne prowadziły na balkon. Stanęłam po środku i rozglądałam
się. Kiedy usłyszałam, że Niall biegnie za mną, bez namysłu
pobiegłam na balkon. Chciałam zamknąć drzwi, ale on był szybszy.
Wbiegł za mną, po czym podszedł tak, blisko, że gdy się
cofnęłam, byłam oparta o przednią część balkonu.
-Czego
chcesz?! –Wrzasnęłam.
-Uspokój
się. Nic ci nie zrobię. Przynajmniej na razie, bo jak coś
przeskrobiesz, to nie wiadomo…
Serce zaczęło szybciej mi bić. Zaczęłam głęboko oddychać.
Serce zaczęło szybciej mi bić. Zaczęłam głęboko oddychać.
-Chodź.
–Powiedział i nie czekając na odpowiedź wziął mnie za rękę i
zaprowadził do jednego z pokoi.
Kiedy
weszliśmy, kazał mi usiąść, a następnie zrobił to samo.
-No
i? Czego chcesz? –Chciałam już sobie iść.
-Powiedz
mi prawdę.
Nic
nie odpowiedziałam. Nadal patrzyłam się w jego niebieskie oczy.
-Czy
coś do mnie czujesz?
-Wiesz,
na razie nie, bo… -Chciałam wstać, ale on złapał mnie za rękę.
-Odpowiadaj!
Tak, czy nie? –Krzyknął.
Boję
się krzyku, więc w moich oczach pojawiły się łzy. Nie lubię
kłamać, więc drżącym głosem powiedziałam:
-Nie.
Spojrzał
na mnie, już łagodniej, wstał i wyszedł. Nie wiedziałam, co się
stało. Cały czas siedziałam na podłodze i zastanawiałam się, co
teraz zrobić.
Po
chwili wstałam. Zdecydowałam, że pójdę się umyć, ubiorę się
w strój kąpielowy i pójdę przejść się plażą.
Weszłam
pod prysznic, zamknęłam oczy i rozkoszowałam się ciepłą wodą
lejącą się na moją głowę.
Po
chwili usłyszałam pukanie do łazienki.
-Świetnie
wyglądasz. –Powiedział Niall zza drzwi.
-Co!?
–Krzyknęłam przestraszona.
-Widzę
Cię. Chociaż tak mogę zaspokoić moje pragnienie Ciebie.
-Co
ty robisz?
-Nic.
Po prostu kiedyś podczas imprezy zamontowałem tam kamerkę, żeby
śmiać się z ludzi, którzy tam wchodzili.
-Jesteś
okropny. Przestań! –Krzyknęłam i zakryłam się ręcznikiem.
-Wcale
nie. –Powiedział, po czym prawdopodobnie odszedł, bo już go nie
słyszałam.
Przestraszona
ubrałam się w strój kąpielowy, włosy związałam w koka i
wyszłam z łazienki. Cały czas nie wiedziałam, gdzie mój pokój,
więc pomimo tego, że się bałam, weszłam do pokoju, który jak
przypuszczałam był, Nialla.
-Jesteś
tu?- Kiedy przekroczyłam drzwi, zamknęły się one, a zza nich
wyszedł Niall.
-Ślicznie
wyglądasz księżniczko.
-Gdzie
jest mój pokój? –Zapytałam nerwowo.
-Możesz
spać u mnie.
-Dzięki,
nie skorzystam.
-Szkoda.
Fajnie by było. –Opuścił głowę. –Gdzie idziesz? –Spytał.
-Hmm?
–Nie usłyszałam blondyna.
-Chyba
nie będziesz spać w stroju kąpielowym?
-Chciałam
przejść się po plaży. –Odpowiedziałam.
-Idę
z Tobą.
-Wolę
sama.
-Nie
pozwolę ci. W tych godzinach na plaży kręci się na plaży dużo
pijanych mężczyzn.
-No
i? –Udawałam, że mnie to nie obchodzi.
-Nie
boisz się? –Zapytał zdziwiony.
-Nie
bardziej niż Ciebie. –Przyznałam się.
-Boisz
się mnie?
-Wiesz,
poznaliśmy się dzisiaj, a ty już zdążyłeś mi grozić, dwa razy
zamknąć w pomieszczeniu sam na sam z Tobą, oraz chciałeś mnie
pocałować po dziesięciu minutach znajomości. Wcale mnie nie
przestraszyłeś.
-Przepraszam,
ale nie wiesz, jak kobiety działają na mężczyzn. I to jeszcze
takie. –Popatrzył się na moje nogi, piersi i oczy.
Nic
nie odpowiedziałam. Sama nie wiem, czemu ale przestałam się go
bać.
-To,
mogę z Tobą iść? –Zapytał proszącym wzrokiem.
-No
dobra. –Powiedziałam i wyszłam z jego pokoju. Kiedy wychodziłam,
czułam jego wzrok na moich pośladkach.
Po
chwili, odnalazłam swój pokój. Odłożyłam na łóżko ręcznik,
rzeczy, które miałam dziś na sobie i wzięłam klapki. Po chwili
Niall stał w progu mojego pokoju. Ubrany jedynie w plażowe spodnie
do kolan. Zrobiłam zdziwione oczy.
-Hah,
co Cię tak zdziwiło? Jeżeli nie widziałaś jeszcze nigdy chłopaka
bez koszulki, to będziesz miała poważny problem, gdy wybierzesz
się kiedyś w ciągu dnia na plażę.
Nic
nie odpowiedziałam. Przypatrywałam się cały czas jego mięśniom,
dotychczas niewidocznym. No, wyglądał nieziemsko.
-Widzę,
że nie gardzisz wyglądem, więc czemu wybrałeś sobie akurat mnie?
Przecież możesz mieć każdą.
-Ty
jesteś inna. Może i mogę mieć każdą, ale oprócz Ciebie. Te
tutaj, to puste laleczki, które patrzą tylko na to jak chłopak
wygląda. A ty jesteś inna. Nieprzewidywalna.
Uśmiechnęłam
się. Nigdy nie lubiłam być porównywana do innych.
Cały
czas oglądałam jego ciało. Naprawdę, chciałabym go dotknąć,
ale on mógłby uznać to za jakiś znak, więc wolę nie ryzykować.
-Idziemy?
-Pewnie.
–Uśmiechnął się.
Wychodząc
z pokoju, nie mogłam się powstrzymać i otarłam się o jego ciało.
Takie delikatne, ciepłe. Boskie.
Kontem
oka widziałam, jak zaśmiał się pod nosem, gdy to zrobiłam, ale
wolałam udawać, że nic się nie stało.
Idąc
plażą rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Niall był zupełnie inny,
niż kiedy się poznaliśmy. W pewnym momencie zauważyłam paru
pijanych mięśniaków. Szli w naszą stronę, przeklinali.
Przestraszyłam się.
-Spokojnie,
nie denerwuj się. –Powiedział Niall i złapał mnie za rękę.
Nie
puściłam, nie szarpałam się. To dało mi otuchy.
Kiedy
przechodzili koło nas, jeden z nich spojrzał na mnie i ze strachu
położyłam głowę na ramieniu Nialla. On uśmiechnął się, objął
mnie w pasie i pozwolił rozkoszować się ciepłem jego ciała.
Kiedy
już nas minęli, odetchnęłam głęboko i szepnęłam blondynowi na
ucho:
-Dziękuję.
Mimo
tego, że już się nie bałam, nie puściłam Nialla. Nadal szliśmy
przytuleni, trzymając się za rękę. Tak było również w drodze
powrotnej.
Kiedy
wróciliśmy do domu, obydwoje nie przebierając się w piżamę,
poszliśmy spać.
W
pewnym momencie obudził mnie jakiś trzask. Przestraszona otworzyłam
oczy i zobaczyłam błyski za oknem. Burza. Zawsze bałam się burz.
Są takie… straszne. Kiedy byłam mała i się bałam, szłam do
pokoju rodziców i spałam razem z nimi. Ale teraz jestem sama… z
Niallem.
Spróbowałam
zasnąć, ale nie umiałam. Męczyłam się z tym przez godzinę, aż
w końcu postanowiłam, że pójdę się napić. Ubrałam szlafrok i
po cichu, żeby nie obudzić blondyna zeszłam na dół, do kuchni.
Kiedy nalewałam wodę, ktoś złapał mnie za biodra. Odwróciłam
się. Za mną stał niebieskooki.
-Niall,
puść mnie.
-Nie
mogę. –Powiedział i zaczął rozwiązywać mi pasek od szlafroka.
W
tym momencie usłyszeliśmy głośny huk.
Tak
się przestraszyłam, że wypuściłam z ręki szklankę, kalecząc
nasze stopy. Na ziemi było pełno wody, szkła i krwi.
-O
boże. Przepraszam! –Krzyknęłam i zabrałam się do sprzątania.
-Zostaw
to. Połóż się, ja posprzątam.
-Ale,
kiedy… -Niall mi przerwał.
-Idź.
-Nie
zasnę. –Przyznałam się.
-Czemu?
-Boje
się burzy.
-Naprawdę?
-Noo.
–Lekko się zawstydziłam.
-To
idź do mnie. Tam nic nie słychać.
-Naprawdę?
A co z Tobą? –Byłam ciekawa, czy będzie chciał spać ze mną.
-Pewnie
nie pozwolisz mi spać koło Ciebie, więc wezmę sobie koc i położę
się tutaj. –Wskazał na kanapę.
-No,
co ty. Będzie ci niewygodnie.
-Trudno.
Czasem trzeba się poświęcać.
-Nie
ma mowy. –Powiedziałam, złapałam go za rękę i zaprowadziłam
do jego pokoju. Kiedy już weszliśmy, rzuciłam go na łóżko, po
czym zdjęłam szlafrok i położyłam się koło niego.
-Jesteś
pewna?
-Ufam
ci. Mam nadzieję, że nic nie zrobisz. –Powiedziałam, po czym
przykryłam nas pościelą. Zasnęłam bez problemu, po ok. 10
minutach.
W
nocy było mi zimno, więc zaczęłam się trząść. Niall chyba to
poczuł, bo gdy odwróciłam się w jego stronę, objął mnie
ramieniem i przytulił. Skuliłam się i schowałam głowę pod jego
szyją. Tak też zasnęliśmy.
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Cz.1
Czekam na pociąg. Czuję,
że mi zimno, ale nie mam, co na siebie włożyć. Odkąd mój ojciec
został oskarżony o kradzież i wyrzucono go z pracy, za którą
utrzymywał mnie i mojego małego brata, Jack’a, nie mamy, za co
żyć. Ja - chociaż powinnam uczyć się do matury, która zbliżała
się wielkimi krokami, harowałam od rana do nocy, by starczyło nam,
chociaż na jedzenie i jakieś ubrania. Na szczęście, jest już po
i z tego, co wiem- zdałam. Niestety, dalej muszę pracować i tak
nie zawsze mamy wszystkie potrzebne rzeczy. Zależy od tego ile
zarobię. A gdzie pracuję? W różnych miejscach. U mamy mojej
przyjaciółki, w piekarni, zbieram śmieci na ulicach, opiekuję się
dziećmi, chodzę staruszkom na zakupy. Naprawdę nie jestem
zadowolona z tego, co robię, ale to jest jedyny sposób. I sama nie
wiem, jakim cudem, ale jakoś udaje mi się wyglądać ładnie i
schludnie. Chodzi o to, że nie chodzę w brudnych, potarganych
włosach z odrostami, nie mam dziurawych zębów, brudnych ciuchów
itd. Raczej wyglądam przeciętnie. Mam brązowe włosy do piersi,
zielone oczy, ciemną karnację i ogólnie nie wyglądam jak na
kogoś, kto codziennie musi zmagać się z przeżyciem kolejnego
dnia. Tak przynajmniej mówi Eleanor, moja przyjaciółka, ta, u
której mamy pracuję w piekarni.
Widzę, że pociąg się
zbliża. Nie mogę się doczekać, aż wejdę do środka i się
ogrzeję. No właśnie. Niby taka biedna, a skąd mam kasę i dokąd
jadę? Otóż moja mama, która rozwiodła się z tatą parę lat
temu, teraz mieszka w Cardiff, w Anglii ze swoim nowym mężem i jego
synem. Do taty się nie odzywa, ale bardzo często do mnie dzwoni i
proponuje żebym przyjechała z Jack’ iem i że opłaci nam podróż.
Nie chciałam się zgodzić, wiedziałam, że ojciec się załamie i
będzie jeszcze więcej pić, ponieważ jest alkoholikiem. W końcu,
po roku uległam mamie i powiedziałam, że przyjadę na wakacje, ale
Jack’a zostawiłam w domu. Stwierdziłam, że jest jeszcze za mały
i gdy tylko zobaczy mamę, nie będzie chciał wracać do domu. No i
jeszcze te luksusy. Ten jej mąż jest bardzo bogaty, i gdy tylko
wzięli ślub, kupili wille niedaleko plaży. Mama przesłała mi
kiedyś jej zdjęcie. No, muszę przyznać, że wygląda naprawdę
niezwykle. A swoją drogą jestem ciekawa…
- Dalej, dalej! –Ktoś,
kto stał za mną zaczął się na mnie pchać. Odwróciłam się i
spiorunowałam wzrokiem tego gościa. Po chwili zobaczyłam, że
ludzie już wsiadają do pociągu. Podniosłam moją walizkę i
weszłam do pociągu. Odszukałam na bilecie mój przedział i bez
problemu dotarłam na miejsce. Kiedy już usiadłam, wyjęłam
słuchawki. Dostałam je na urodziny od Eleanor. Są śliczne,
niebieskie w białe kropki. Włączyłam muzykę i zamknęłam oczy.
Próbowałam sobie przypomnieć, o czym myślałam, zanim wsiadłam
do pociągu. Aha, teraz już pamiętam. Byłam ciekawa, jaki jest ten
chłopak. Pewnie jakiś wymądrzały laluś, bo przecież z bogatej
rodziny. Najbardziej denerwowało mnie to, że kiedy zadzwoniłam do
mamy i powiedziałam, że do niej przyjadę, powiedziała, „że się
cieszy i że będę miała fajne towarzystwo, bo ten chłopak jest w
moim wieku i jest bardzo uroczy i przystojny.” Kolejna rzecz, która
denerwuje mnie w mojej mamie. Zawsze twierdziła, że powinnam mieć
chłopaka, a skoro go nie szukam, to ona mi pomoże. W tym momencie
drzwi do przedziału otworzyły się i wszedł kontroler. Wyjęłam
bilet i nawet nie patrząc na niego, podałam mu. Kiedy już wyszedł,
ponownie zamknęłam oczy i zasnęłam.
Obudził mnie dzwonek
mojej komórki. Otworzyłam oczy i spojrzałam na wyświetlacz. „Mama
dzwoni”. Odebrałam i ziewając powiedziałam:
-Haloo?
-Haloo?
-Cześć córuś, gdzie
jesteś?
-Nie wiem. Gdzie jesteśmy?
–Zapytałam się kobiety siedzącej naprzeciwko mnie.
-Właśnie wyjechaliśmy z
Londynu. –Brzmiała odpowiedź.
-No mamo, wyjechaliśmy z
Londynu. –Odezwałam się do telefonu.
-Już? Ojeju, to za
niecałe pół godziny będziecie w Cardiff! Zaraz powiem Niallowi,
żeby wyjechał po Ciebie na peron!
-Niallowi? –Nie
wiedziałam, kto to.
-No, synowi Paula.
Aha. To ten laluś.
-A ty nie możesz
przyjechać? –Zapytałam zawiedziona, że pierwszą osobą, jaką
zobaczę, będzie nieznany mi chłopak, z którym mam spędzić
resztę wakacji.
-Nie mogę. Jedziemy, z
Paulem do miasta, pozałatwiać parę spraw.
-Aha… A długo tam
będziecie?
-Niestety, ale
prawdopodobnie cały dzień. Ale spokojnie, będziesz z Niallem. On
jest bardzo miły i opiekuńczy, wiem, że się dogadacie.
-Mamo…
-No dobrze, dam ci spokój,
ale pamiętaj, że macie być w domu. Chciałabym po prostu, żebyście
dzisiaj jeszcze nie wychodzili. Najpierw musisz ich poznać.
-Dobra.. –Powiedziałam.
Chciałam jak najszybciej skończyć.
-Dobrze, widzę, że już
nie chcesz rozmawiać. To w takim razie ja już kończę, a Niall
zaraz wyjedzie.
-Dobrze, pa.
Uff. Nareszcie skończyła. Te rozmowy z mamą są okropne. Zawsze ich unikałam.
Uff. Nareszcie skończyła. Te rozmowy z mamą są okropne. Zawsze ich unikałam.
Sięgnęłam po picie i
wzięłam wielkiego łyka. Następnie zjadłam chleb z dżemem i
nawet nie zauważyłam, jak dojechałam do Cardiff.
Wzięłam mój bagaż i
powoli szłam w stronę wyjścia. Obejrzałam się jeszcze, czy
przypadkiem czegoś nie zostawiłam i pewna, że nie, wyszłam z
pociągu. Oślepiło mnie słońce. Wszyscy tu nosili krótkie rękawy
i okulary. W porównaniu z Krakowem, skąd wyjechałam, było tu
naprawdę upalnie. Ruszyłam w stronę ławki, na której zamierzałam
poczekać na Nialla i usiadłam na niej. Zdjęłam sweter i zostałam
w białej bluzce na ramiączkach. Chętnie zdjęłabym też czarne
rurki, ale mam pod nimi tylko majtki. Związałam włosy w luźnego
koka i zaczęłam bawić się wsuwką. W pewnym momencie padł na
mnie jakiś cień. Zobaczyłam niebieskookiego blondyna w szaro-
zielonych spodniach do kolan i białej bluzce. Na głowie miał
czerwoną czapkę z daszkiem z napisem NY.
-Cześć, to ty jesteś
Susan?
-Tak.
-Moje imię chyba znasz?
-Yhym.
To idziemy do samochodu?
–Zapytał.
-Ok.
Hmm. Interesująca
rozmowa- pomyślałam.
Po drodze widziałam jak
wszystkie dziewczyny wlepiały oczy w Nialla. I co dziwne- wcale tego
nie ukrywały!
Kiedy doszliśmy, blondyn
wziął mój bagaż i powiedział, żebym usiadła z przodu, koło
niego.
-Twoja mama mówiła, że
jesteś śliczna, ale uprzedziła, że aż tak! –Odezwał się po
chwili jazdy.
-Hah. Co jest ładne? Moje
krzywe zęby? Grube nogi?
-Przestań. Wcale tak nie
jest. Jesteś śliczna. –Powiedział, kładąc rękę na moim
udzie. Popatrzyłam się na niego i zdjęłam jego rękę z mojej
nogi. Uśmiechnął się. Zdziwiłam się i lekko przestraszyłam.
Czy to jakiś zboczeniec? –Pomyślałam.
Resztę drogi
przejechaliśmy bez słów. Dopiero kiedy wysiadłam, powiedziałam:
-Jaki śliczny dom.
Naprawdę był ładny.
Cały biały, w czarne paski. Z basenem, ogrodem itd. A tuż za nim
znajdowały się drzewa, wydmy i plaża.
Cudowny widok.
Niall bez słowa podał mi
walizkę i otworzył drzwi. Kiedy weszłam, zapachniało świeżością
i kwiatami. Wszędzie były czarne meble, szklane figurki, obrazy i
bukiety róż.
-Daj walizkę. Zaniosę ją
do Twojego pokoju, a ty usiądź sobie na kanapie. –Powiedział,
wskazując na czerwony mebel przy fortepianie.
Kiedy Niall poszedł
zanieść moją walizkę, usiadłam i zaczęłam się rozglądać.
-Chcesz coś pić?
–Zapytał, gdy wrócił. –Mogę zrobić lemoniadę.
-Ok, chętnie.
–Uśmiechnęłam się.
Po chwili podszedł do
mnie podając szklankę.
Wzięłam łyka, ale
kontem oka widziałam, że Niall patrzy na mnie.
Kiedy skończyłam pić,
odstawiłam szklankę na stolik stojący przede mną i popatrzyłam
się na blondyna. On również mi się przyglądał. Uśmiechnął
się, odstawił swoją szklankę koło mojej i przejechał opuszkiem
palca po moim policzku, co przyprawiło mnie o dreszcze.
-Naprawdę jesteś
śliczna. –Powiedział.
Uśmiechnęłam się.
Powoli nachylił się w
moją stronę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)